Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > KREATYWNI: Zdejmowanie maski

KREATYWNI: Zdejmowanie maski

2012-01-04 Barbara Lekarczyk-Cisek, Isz

Prezentujemy zwycięską pracę grudnia nadesłaną przez Barbarę Lekarczyk-Cisek. Jest to rzecz o o książce Renaty Lis "Ręka Flauberta" (kategoria Młodzi duchem: artykuł dziennikarski). Zapraszamy do lektury!

* * * * * * *

Zdejmuję maskę pośmiertną ze śladami rzęs i całunów,
Odlewam formę, która przechowuje kształt umarłego ciała.
Renata Lis, Ręka Flauberta

Zdejmowanie maski.
O książce Renaty Lis "Ręka Flauberta"

Swoje książki pisał ręką na poły obumarłą wskutek głębokiego oparzenia. Na biurku trzymał stopę mumii, która służyła mu jako przycisk do papieru. Żył w świecie nieobecnych, dzięki czemu istnieli oni bardziej intensywnie. W biografii Flauberta - bo o nim mowa - znakomicie napisanej przez Renatę Lis, urodzony przed 190 laty pisarz uobecnia się tak dalece, że poddajemy się fascynacji jego osobą, chętnie i bez oporów dając się prowadzić jego ścieżkami.

.html
wyd. Sic!
Przywołany w postaci motta cytat z książki Renaty Lis jest echem wspomnienia Guy de Maupassanta - pisarza i duchowego syna artysty, który po śmierci Gustawa Flauberta zdjął maskę z jego pełnej mocy twarzy. Taki sam gest uczynił przed laty sam autor "Pani Bovary", kiedy zmarła jego ukochana siostra, a wykonane na jej podstawie popiersie stało w jego gabinecie aż do śmierci pisarza. Renata Lis również zdaje się "zdejmować maskę pośmiertną". Ocala mianowicie pamięć o pisarzu postępując jak on, tworząc jego biografię w sposób nietypowy i twórczy, często bardzo osobisty - nie tylko z pozostałych po nim okruchów: listów, dziennika, wspomnień. Rekonstruuje ją także z własnych podróży do "miejsc flaubertowskich", z jego twórczości, a także z własnych przemyśleń i doświadczeń. Wszystko to razem tworzy swoisty hipertekst. Renata Lis nie ukrywa bynajmniej swojej obecności w tworzonej przez siebie biografii pisarza, którym jest wyraźnie zafascynowana. Śmiało mówi o swoich sympatiach, niechęciach, snuje domysły i prowokuje do przemyśleń. Rekonstruuje dom rodzinny Flauberta, którego jadalnia sąsiaduje zaledwie cienkim przepierzeniem z salą chorych i umierających, bowiem ojciec pisarza był chirurgiem i rodzina mieszkała na terenie szpitala, w przybudówce.

Dzieckiem bawiłem się w amfiteatrze anatomicznym - pisze o sobie w liście do przyjaciółki. Równocześnie zaś oglądamy oczami Renaty Lis osobliwe panopticum, ponieważ współcześnie mieści się tam muzeum pełne starych medycznych sprzętów i akcesoriów, nierzadko budzących grozę. Zobaczyć tam można m.in. manekin skonstruowany przez nadworną akuszerkę Ludwika XV, na którym uczono odbierać porody:
Ów manekin jest to naturalnej wielkości tors kobiety wykonany z wypchanej papierem burej tkaniny, z kikutami nóg obciętych powyżej połowy uda i powiększonym kroczem, z którego zwisa ususzony ludzki płód na również suchej pępowinie (autentyczny).

en i inne sugestywne opisy uświadamiają nam, w jakim środowisku wzrastał mały Gustave. Z drugiej strony, ów medyczny horror pozostawał na drugim planie - przeźroczysty jak powietrze, którym się oddycha. Paradoksalnie bowiem autor "Pani Bovary" miał szczęśliwe dzieciństwo i kochających rodziców.

Autorce biografii udaje się rzecz zgoła niezwykła: oto zaczynamy patrzeć na Flauberta jej oczami. Poznajemy rozkład dnia i obyczaje domu w Croisset, gdzie spędził większość życia, opiekując się siostrzenicą, a później starą matką, i gdzie prowadził niemal pustelnicze życie. Mawiał nawet żartobliwie, że jest ostatnim z Ojców Kościoła. Była to cena, którą płacił za żmudną pogoń za właściwym słowem. Uważał, że sztuka jest - przez osobę artysty - głęboko zjednoczona z naturą, będącą warunkiem jej istnienia. Pisanie było dla niego rodzajem medytacji. Nie był to jednak oderwany od rzeczywistości człowiek. Przeciwnie - dokumentację czerpał z życia. Jednak u podstaw każdej książki leżała głęboka medytacja i wizualizacja wszystkiego, co potem zapisywał.

Artysta powinien być w swoim dziele jak Bóg w stworzeniu, niewidzialny i wszechmocny, żeby czuło się go wszędzie, a nie widziało nigdzie - napisał w jednym z listów.

Wraz z autorką snujemy także domysły na temat jego związków z kobietami, poznajemy przyjaźnie, m.in. z Turgieniewem i George Sand, a nawet kulinarne upodobania. Wszystko to tworzy człowieka pełnowymiarowego, prawdziwego. Nietuzinkowy i pełen sprzeczności, przede wszystkim był jednak pisarzem - eremitą, nie przypadkiem więc dziełem jego życia stało się "Kuszenie świętego Antoniego", które redagował i poprawiał wielokrotnie.

Są w książce Renaty Lis ustępy błyskotliwe, dowcipne i uwodzicielskie. Gdybym musiała wybrać jeden z nich, przytoczyłabym fragment przeczytany (ale nie - wyryczany bynajmniej, jak to było w zwyczaju Flauberta) przez autorkę podczas spotkania z czytelnikami w ramach Promocji Dobrych Książek we Wrocławiu:
Ten, kto tu był, wie doskonale, że codzienny widok krów pasących się na wzgórzach i fazelach - typowy pejzaż normandzki - robi coś dobrego ze skołataną duszą i człowiek zaczyna marzyć, żeby być krową albo chociaż się koło krowy położyć, bo wyobraża sobie, że to musi przynieść ulgę w istnieniu.
Sądzę przekornie, że aby poczuć ulgę w istnieniu, nie trzeba jechać do Normandii. Wystarczy wziąć do ręki biografię Flauberta Renaty Lis i czytać ją nieśpiesznie, kontemplując.

Renata Lis (ur. 1970) ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim i Szkołę Nauk Społecznych przy Instytucie Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Za przekład eseju "Ameryka" Jeana Baudrillarda otrzymała wyróżnienie Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich (1998). Z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem przygotowała nowe tłumaczenia „Trzech baśni” Gustave’a Flauberta. "Rękę Flauberta"  opublikowało wydawnictwo Sic!



  

Komentarze
  • Chcialbym przeczytac cos wiecej o wlasnych odczuciach.