Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > KREATYWNI: Nasza Ameryka

KREATYWNI: Nasza Ameryka

2012-10-04 Jacek Górecki, red
.html
Na Nabrzeżach, reż. Elia Kazan, USA 1954
Prezentujemy recenzję, która zwyciężyła we wrześniowej odsłonie konkursu KREATYWNI (kategoria: Młodzi, artykuł dziennikarski). Jej autorem jest Jacek Górecki.


Więcej o naszym konkursie poczytacie tutaj.




*****************


NASZA AMERYKA


Jacek Górecki



W tym kraju można się bronić! Wykrzykuje ksiądz do zgromadzonego tłumu podczas ceremonii pogrzebowej upamiętniającej zamordowanego pracownika portu. Te słowa to oczywiście paradoks, czego dowodem są późniejsze wydarzenia w kościele. Takich gorzkich scen w dziele Elia'i Kazana "Na nabrzeżach" jest cale mnóstwo. A film, choć zakurzony, od niemal sześćdziesięciu lat wciąż policzkuje Amerykę, w której sprawiedliwość z pewnością nie zawitała po dziś dzień.

Przestępstwo zamieszkujące to niewielkie miasteczko portowe rządzi, skrywając się pod szyldem związków zawodowych. To one rozdają tu najważniejsze karty. Dyktują innym jak żyć, zlecając bądź nie, codziennie pracę do wykonania. Sterroryzowani pracownicy ni śnią wyjść przed szereg i postawić się bandytom. Nawet gdy pada trupem pierwsza ofiara. Ofiara pociąga za sobą niebezpieczną sieć wyławiającą coraz to nowsze zwłoki z martwej wody, a sprawiedliwość po prostu gnije na dnie kutra.

Dla szefa związków zawodowych pracuje m.in. Terry Mallow (Marlon Brando) były bokser, świadek, a zarazem uczestnik pierwszego morderstwa. Już od samego początku zaczyna mieć wątpliwości co do swojego niemoralnego postępowania. Wszystko z pewnością zostało by skutecznie rozwiane, gdyby nie nawiązany romans z siostrą ofiary, Edie Doyle (Eva Marie Saint) i tutejszym księdzem (Karl Malden) stającym w opozycji do związków.

Kazan wykonał przy pracy nad filmem niemały skok na przód. Zakładając na początku, iż "Na nabrzeżach" ma być filmem w pół dokumentalnym zrealizował zdjęcia w naturalnych plenerach, autentycznej, niewielkiej amerykańskiej wiosce portowej. Co na owe czasy, gdzie filmy masowo powstawały w ogromnych halach na wzgórzach Hollywood było godne podziwu. Ryzyko opłaciło się w zupełności. Wyjałowiona rzeczywistość miasteczka ukazuje wiarygodniej tlący się między gestami dramat.

Zbudowany na zapadających w pamięci ujęciach film dociera do nas jeszcze dobitniej z sceny na scenę. Jak choćby scena na pomoście, w której skruszony Terry wyznaje ukochanej, iż był świadkiem morderstwa jej brata. Lecz słów tych widz nie usłyszy przez zagłuszający dźwięk syreny okrętowej dzięki czemu napięcie, dramatyzm, zainteresowanie przez widza się zwiększa i nie opada, aż brutalny finał.

Pretekstem do nakręcenia filmu były ukazywane w dzienniku "New York Sun" artykuły Malcolma Johnsona nagrodzone nagrodą Pulitzera. Artykuły szeroko komentujące mafijny system w nowojorskich portach. System, którym kierowały gangsterskie porachunki, zsuwające mieszkańców oraz policję tylko do biernej obserwacji ich poczynań.

Niektórych twarzy nie można zapomnieć. Taką twarzą z pewnością jest wyrazista, emanująca siłą, opuchnięta gęba Marlona Brando. Brawurowo rozegrana rola przez legendarnego aktora. Pozbawiona z pozoru współczucia i jakichkolwiek uczuć dla przeciwnika stającego na jego drodze. Odpycha cynizmem i poparciem dla przestępstwa królującego w miasteczku. Wyznająca zasadę "Uderz człowieka, zanim on uderzy ciebie". Dopiero z czasem odkrywa dla nas swoje jasne, przyjazne odbicie, które przyciśnięte do muru zaczyna uginać żelazne zasady i walczyć ze złem. Nawet jeśli ceną za to będzie przegrana walka i smak porażki. W kinie taki bohater to rzadkość, mający cechy zarówno antagonisty jak i protagonisty. Mający na szali więcej zła niż dobra. Bohater w ciele greckiego Boga, z determinacją do walki i hańbą na twarzy. Brando stworzył coś więcej niż tylko kolejną filmową rolę.

"Na nabrzeżach" to jeden z najważniejszych filmów w historii kinematografii, jeśli nie najważniejszy. Przybierający z roku na roku coraz bardziej na wartości oddala nasze nadzieje na to, iż kino ponownie zanurzy się po uszy w surowym realizmie jaki kreował niegdyś niezastąpiony Elia Kazan. I choćby dlatego warto zajrzeć na nabrzeża, by sprawdzić co straciliśmy my widzowie, a co możemy na nowo odzyskać oglądając owe kino.


 
 


Komentarze
  • Jak na moj gust recenzja powinna byc bardzuej obszerna,ale moze w tym wypadku sie myle? ;)