Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > KREATYWNI: Miłosna apokalipsa

KREATYWNI: Miłosna apokalipsa

2012-08-09 Adrian Fulneczek, red.
Przedstawiamy pracę kolejnego laureata lipcowego odcinka KREATYWNYCH. Przeczytajcie recenzję filmu "Przyjaciel do końca świata" autorstwa Adriana Fulneczka (Młodzi/ tekst dziennikarski).

Więcej o naszym konkursie poczytacie tutaj.




MIŁOSNA APOKALIPSA
Adrian Fulneczek


Koniec świata nie oszczędzi prawdopodobnie nikogo, będzie bezlitosny. Zdaje się więc, że w ocenianiu "Przyjaciela do końca świata" litości też nie powinno się okazywać.

.html
 PRZYJACIEL DO KOŃCA ŚWIATA, reż. L. Scafaria, USA 2012
W filmie Lorene Scafarii do Ziemi zbliża się wielka asteroida, ale jest już za późno na wysłanie w kosmos specjalnej drużyny pod przewodnictwem Bruce'a Willisa. Jak dowiadujemy się w pierwszej scenie "Przyjaciela...", taka misja - a z nią ostatnia nadzieja tej planety - właśnie zawiodła. Ludzkość przestanie istnieć za dokładnie 21 dni. Reakcje są zróżnicowane. Żona głównego bohatera np. zaraz po usłyszeniu tej wiadomości opuszcza samochód (a w nim męża) i zaczyna biec przed siebie. Już nie wraca.

Myślała o tym najwidoczniej od dawna, ale dopiero teraz się zdecydowała. Bo w obliczu końca świata nie ma sensu się już oszukiwać. Nie kochasz kogoś z kim jesteś? Rzuć go i ciesz się towarzystwem innego partnera każdej nocy (koniec świata wyrównał szanse nawet nieatrakcyjnych mężczyzn: kobiet nie obchodzi teraz, czy zajdą w ciążę, nie boją się chorób, nie obchodzi ich czy oddzwonisz - relacjonuje jeden z bohaterów, zadowolony, że wybrał tę drogę).

Każdy wie, że to jego ostatnia szansa, żeby zrobić coś, co powinien był zrobić już dawno temu. Odzyskać utraconą 18 lat wcześniej miłość życia, pogodzić się z rodziną, odnaleźć Boga, poeksperymentować z narkotykami, poprzestawiać meble w salonie... Dodge (Steve Carell), sprzedawca ubezpieczeń stawia raczej na te spokojniejsze możliwości. To dla niego głupie, żeby w ostatnim miesiącu życia zmieniać wszystko w tak radykalny sposób. Poza tym, ledwie kilka scen wcześniej opuściła go przecież żona (ta, która pobiegła w las).

To jego główne zmartwienie aż do momentu, gdy przez balkon do jego mieszkania trafi Penny (Keira Knightley), sąsiadka, z którą przez 3 lata nie zamienił ani słowa (i która przez taki sam czas odbierała jego pocztę, nie oddając mu nigdy tych listów). Ich dziwną, ale kluczową dla tego filmu relację rozpoczyna prawie zapoznawcze: nie ukradnę niczego, jeśli ty mnie nie zgwałcisz. Niedługo później dwójka bohaterów podróżuje już wspólnie przez Stany Zjednoczone (swoją drogą, to zabawne, że gdy w wielkich miastach panuje chaos i rozboje, amerykańskie miasteczka są nadal w doskonałym stanie - wiejskie życie, widać, lepiej przygotowuje na apokalipsę).

Wbrew pozorom, w drodze nie dzieje się aż tak wiele. To film reklamowany jako komedia, ale szczerze mówiąc okazji do wybuchów śmiechu nie ma tam prawie wcale. Decyzją reżyserki brakuje tu dynamiki i to raczej "film-czekanie". I można się na to bez narzekania zgodzić - mimo że to trudniejsze i mniej przyjemne - ale tę kinową medytację coś musi widzom wynagrodzić. Nie chodzi nawet o zaskakujące zakończenie, nic z tych rzeczy. Chodzi o przeżycia, emocje, przemyślenia, które zabierzemy ze sobą po wyjściu z sali. "Przyjaciel do końca świata" robi jednak wiele, żebyśmy, mimo starań, tej nagrody nie otrzymali.

Scafaria miota się między gatunkami i na dodatek w każdym z nich jest strasznie konwencjonalna. Reakcje ludzi na zbliżającą się apokalipsę są pierwszymi, podstawowymi jakie przychodzą do głowy, ich zachowania stereotypowe, a kolejne linijki melodramatycznych dialogów można odgadywać, zanim ktoś je wypowie. Wszystko to prowadzi niestety niebezpiecznie blisko granicy, gdzie coś z założenia poważnego i wzruszającego drażni widownię swoją sztucznością. Starsi, poważniejsi, jeszcze może przyjmą to z godnością, ale nasza złota młodzież - z tego co zaobserwowałem - pod koniec zaczyna już przedrzeźniać film, a to najpewniejsza oznaka niezadowolenia.

Ktoś bardziej złośliwy mógłby powiedzieć, że "Przyjaciel...", to policzek dla osób, które widziały wcześniej "Melancholię" i "Ostatnią miłość na Ziemi". Tam koniec świata był pokazany przecież w taki sposób, że chcieliśmy to jak najszybciej wyrzucić z głowy, ale niezbyt byliśmy w stanie (to komplement). Tutaj z wrażeniem końcowym jest gorzej, ale - nie korzystając z prawa do złośliwości - to film pomyślany inaczej. Trochę... prościej? Bardziej płasko? Co było w porządku aż do momentu, w którym autorzy ulegli pokusie wymieszania tego pop-owego humoru (poziom wyższy niż w filmach Adama Sandlera), z czymś, co ma wyciskać łzy i zmuszać do przemyśleń o przedwczesnym spotkaniu z wiecznością.

Trudno komuś polecić taki koktajl. Nawet jeśli reklamuje go swoim uśmiechem - dziwnie przypominająca ostatnio Natalie Portman - Keira Knightley. Ona i Steve Carell są zresztą ofiarami scenariusza, bo starają się zagrać wielkie uczucia w filmie, któremu nie udaje się przygotować na to odpowiedniej atmosfery. Współczuję im więc, na koniec mając dla Keiry jedną pochwałę, naganę i radę. Pochwała: scena, gdy dzwonisz do rodziców jest najprawdziwszym i najbardziej wzruszającym momentem filmu. Nagana: nie ma ani jednego Amerykanina, który uwierzy, że - z tak jednoznacznie angielskim akcentem - twoja postać wychowała się w Ameryce. Kryj się z tym chociaż trochę! No i następnym razem po prostu zagraj w czymś o końcu świata u Von Triera...

 
 ZWIASTUN FILMU



Komentarze
  • Recenzja bardzo dobra :) i nagroda jak najbardziej zasłużona mam nadzieję że będę miała okazję do czytania więcej recenzji napisanych przez Pana Adriana :):):):)

  • Widziałam film i polecam wszystkim!

  • Bardzo ciekawa i sprawnie napisana recenzja. Pzeczytałam z przyjemnością. Teraz mam jeszcze większą ochotę na obejrzenie tego filmu, zwłaszcza, że obsada bardzo mi pasuje.

  • Widzialam wczoraj przez zupelny przypadek, bo ktos zamienil plyty w wypozyczalni. Swietny film i wszystkim polecam. Nie rozumiem wszystkich krytycznych opinii, ktore wczesniej zniechecily mnie do tego obrazu. Gdyby nie blad pracownika wypozyczalni nigdy bym go nie zobaczyla. Recenzja fatalna dlatego, ze opowiedziano w niej praktycznie ca�y film. Kto jeszcze nie widzial, niech nie czyta recenzji tylko uda sie do wypozyczalni po plyte bo WARTO :)!

  • Śledzę głosowanie, gdyż sama regularnie wspieram jednego z laureatów i bardzo dziwi mnie nieregularny wzrost głosów, np ok. 300 nowych głosów w ciągu paru godzin. Ciekawe...

    • Dokładnie, szczególnie że recenzja słaba...

  • Bardzo fajna recenzja. Napisana przystępnym, przyjemnym językiem, anie przeintelektualizowana. Autor nie popisuje się swoją erudycją. Film też wydaje mi się, mimo wszystko, wart zobaczenia. Przypomina mi się sytuacja 21.12 całkiem niedawno, kiedy to zdaniem wielu miał nastąpić właśnie koniec świata.