Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > KREATYWNI: Marek - przyczynek do biografii

KREATYWNI: Marek - przyczynek do biografii

2012-01-05 Adrian Fulneczek

.html
 
Adrian Fulneczek - grudniowy zwycięzca konkursu KREATYWNI w kategorii Młodzi (16-25 lat) - przesłał nam zapis jednego z odcinków "The Late Late Night Show"  prowadzonego przez Craiga Fergusona. Gościem specjalnym programu był… Marek Antoniusz.

* * * * * *

Marek - przyczynek do biografii

[głos z offu] W dzisiejszym, świątecznym wydaniu "The Late Late Night Show with Craig Ferguson", gość specjalny. Polityk, jeden z najbardziej znanych kochanków w historii, spełniony samobójca i przez moment władca większej połowy świata. Przed państwem, wnuk Marka Antoniusza Oratora, syn Marka Antoniusza Kretyka... panie i panowie: Marek Antoniusz! [aplauz]

Craig Ferguson: Marku! Nie wyobrażasz sobie jaki to zaszczyt. Nieczęsto przychodzą do nas goście 2030 lat po swojej śmierci. Sam rozumiesz, CBS oszczędza tutaj nawet na oświetleniu...

Marek Antoniusz: Tak, tak, słyszałem. Ale skoro już mnie przekonałeś... będę tego żałował?

Ferguson: Oj, nie. Co prawda w twoim Rzymie występ tutaj wiązałby się pewnie z późniejszą koniecznością honorowego samobójstwa, ale jakby to ująć... czasy się zmieniły.

Antoniusz: Tak też powiedziano mi na backstage'u.

Ferguson: No właśnie. A wiesz, może skoro jesteśmy już przy samobójstwach...

Antoniusz: Nie mieliśmy przypadkiem omijać tego tematu...?

Ferguson: Owszem, ale nie chciałeś chyba, żebym zaczynał od Kleopatry...?

Antoniusz: No tak, z dwojga złego...

Ferguson: Piękna kobieta swoją drogą; wiesz może przypadkowo co u niej słychać?

Antoniusz: Cóż, nieszczególnie. Pewnie martwo. Tzn. umarła niedługo po mnie, pamiętasz z Szekspira, prawda?

Ferguson: Głupie pytanie. Naprawdę szkoda, że nie mieliście wtedy aparatów. Musiała mieć wspaniałe nogi, czyż nie?

Antoniusz: Wiesz, ideały kobiecości w tamtych czasach...

Ferguson: Ale powiedz, dogryzałeś jej czasem ilością swoich żon?

Antoniusz: Dużo gorsza przecież nie była...

Ferguson: No tak, ale jednak ona była twoim numerem pięć, a ty jej zaledwie trójką. Poza tym miała na liście brata i przyrodniego brata, co trudno traktować równorzędnie z twoimi...

Antoniusz: Stop, stop. Miała też Juliusza Cezara. Tego Cezara. A drugiego brata sama kazała zresztą zamordować więc... Cóż mogę powiedzieć... Szkoda, że nie mieliśmy wtedy aparatów?

Ferguson: Całkowicie. Intrygująca kobieta. Ale twoja poprzednia żona...

Antoniusz: Fulvia?

Ferguson: Ta sama. Ona też nieźle sobie radziła. Pierwsza nie-bogini na rzymskich monetach? Zbrojne wystąpienie przeciwko cesarzowi (śmiertelne dla niej, niestety)? Wiesz, że to drugie zresztą głównie po to, żebyś wcześniej wrócił do domu ze swoich sercowych, egipskich podbojów?

Antoniusz: Cóż... Nie opłakiwałem jej śmierci zbyt długo. Bo... sam wiesz jak to jest, Craig.

Ferguson: Oj, nie szukaj mojego wsparcia! (Mimo że doskonale to rozumiem...) to jest straszne, kiedy czyta się u Szekspira jak od razu prawie świętujesz wiadomość o jej śmierci, razem z Kleopatrą w Egipcie. Właściwie nawet ona po chwili dziwi się twojej reakcji.

Antoniusz: Znasz Kleo, zawsze była dobrą aktorką. To zabawne: dopiero przed twoim programem przeczytałem fragment naszego dramatu ("Antoniusz i Kleopatra"), w którym ona każe komuś wypytać się o mój nastrój i przekazać mi, że ona jest w nastroju odwrotnym do mojego. Wiedziała jak kontrolować mężczyzn, to na pewno.

Ferguson: Podoba mi się, kiedy na samym początku tekstu, gdy ona prosi o określenie siły twojej miłości, mówisz jej, że miłość dająca się określić ma w sobie coś z żebractwa. Dobry ruch, też miałeś na nią sposoby.

Antoniusz: Co nie znaczyło, że potrafiłem ją opanować.

Ferguson: Kilka razy wyraziłeś się też o niej mniej pochlebnie niż "moja Królowo": "ladacznica", "po trzykroć dziwka"? Trudne momenty w doskonałym związku?

Antoniusz: Wiesz, naszą relację można przyrównać chyba trochę do tego fragmentu "Lost in the world" Kanye Westa. No, tego... jesteś moim diabłem, moim aniołem; moim niebem, moim piekłem; moim teraz, moim na zawsze; moją wolnością, moim więzieniem; moimi kłamstwami, moją prawdą; moją wojną, moim pokojem... I tak dalej.

Ferguson: Marku, czy ty... rapujesz?

Antoniusz: Nie, nie, skądże; czasami tylko podśpiewuję Kany'ego. Nie przepadasz za nim?

Ferguson: Cóż, trochę zbyt pewny siebie, nieprawdaż?

Antoniusz: Może, ale to dobra cecha (patrz. ja). No i bawi mnie w czasie wolnym. Szczególnie, że uważa ten zacytowany przeze mnie fragment za swoje szczytowe liryczne osiągnięcie. Niedobrze z waszymi poetami.

Ferguson: Jakby to ująć... czasy się zmieniły. Ludzi trzeba w każdym razie przecież znosić, bo "istniejemy dla siebie wzajemnie". Tak powiada twój imiennik, Aureliusz.

Antoniusz: Nie inaczej, zgadzam się w nim pełni.

Ferguson: Czemu więc... kazałeś tak strasznie wychłostać tego biednego chłopaka?

Antoniusz: Thidiasa? Też mi niewiniątko. Wyobraź sobie, że przechodzisz przez trudny okres, niedawno przegrałeś bitwę o panowanie nad światem i haniebnie uciekłeś z pola bitwy...

Ferguson: Ach, bitwa pod Akcjum; co ci tam właściwie przyszło do głowy, żeby tak zostawić swoje wojsko? Ty, Marku? Gnający za uciekającą Kleopatrą?

Antoniusz: [chwilę milczy, nie chcąc podjąć tematu, kontynuuje] ...i w tym trudnym okresie wracasz pewnego dnia do domu, a tu jakiś młokos trzyma dłoń pani twojego serca. Kobiety, dla której prowadziłeś tę fatalną wojnę.

Ferguson: No dobrze, dobrze, ale jednak kazałeś swoim sługom bić go tak długo, aż będzie płakał i błagał o litość. Nie poniosło cię troszkę?

Antoniusz: Cóż, patrząc na to z perspektywy czasu... może nieco. Ale ostatecznie przecież później i tak za to wszystko umieram. Co więcej miałem zrobić?

[publiczność śmieje się, ale jest też niezadowolona, że Marek zdradził jej zakończenie tekstu, do którego przeczytania zaczynał ich już powoli zachęcać]

Ferguson: Och, proszę was, przestańcie. To przecież tragedia (tra-ge-dia!). Czego u diaska spodziewaliście się na jej końcu? Szczęśliwego zakończenia? [publiczność śmieje się z siebie] Przebacz Marku, społeczeństwa jest ostatnio wybitnie nieoczytane.

Antoniusz: Nie ma problemu.

Ferguson: Sam jednak wywołałeś temat samobójstwa i nie próbuj teraz udawać, że było inaczej.

Antoniusz: Zdaje się jednak, że musimy już kończyć...

Ferguson: Nie Marku; nic nie powstrzyma mnie przed zapytaniem cię, czemu cała ludzkość kpi z niewystarczająco celnego strzelania Wertera do swojej głowy, pomijając twoje (cytuję): rzucenie się na swój miecz...? Bo przez niezdarność obaj jeszcze chwilę pocierpieliście przed śmiercią (ty przynajmniej zobaczyłeś jeszcze Kleopatrę).

Antoniusz: Chętnie ci o tym opowiem, Craig, ale ten facet pod zegarem, obok promptera, od dłuższej chwili pokazuje, że mamy chyba kończyć?

Ferguson: [do realizatora] Mamy kończyć? Tak? A co mnie to obchodzi. [publiczność wie, że to stały żart prowadzącego] No dobrze, dobrze, ale szkoda, bo nie spytałem cię nawet o to, jak to jest zabić się, bo twoja ukochana skłamała, że sama popełniła samobójstwo. Cóż, może następnym razem?

Antoniusz: Z największą przyjemnością. Martwy nigdzie ci nie ucieknę. Poza tym, to ciekawe, że rozmowy w telewizji mogą być teraz tak przypadkowe i przyjemnie pozbawione morałów.

Ferguson: Cóż... jakby to ująć... [krótka pauza, ale publiczność wie, co teraz usłyszy] czasy się zmieniły. Panie i panowie, naszym gościem była nieżywa legenda, jeden jedyny, Marek Antoniusz!

[aplauz]
[koniec odcinka]
[zmiana kanału]



  









Komentarze
  • Naprawdę zabawne- gratulacje!

  • bardzo mi się podoba ten tekst

  • wrzucajcie linki na fb kultury, więcej osób zobaczy!

  • A mnie to nie bierze.

  • zabawny tekst, bardzo mi się podoba, wywiad z Adrianem Fulneczkiem też bardzo ciekawy