Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > KREATYWNI: Jama wykolejeńców

KREATYWNI: Jama wykolejeńców

2012-07-09 Malwina Lamch, red
.html

Rozpoczynamy prezentację czerwcowych laureatów konkursu KREATYWNI. Zapraszamy do lektury tekstu Malwiny Lamch, która wygrała w kategorii Młodzi/tekst literacki.



* * * * * * ** *


Jama wykolejeńców


- Wsiadaj na rower, pojedziesz z nami.
Jej uśmiech, spojrzenie i gesty nie akceptują odmowy. Nigdy nie poniosła klęski. Sukcesywnie kolekcjonuje doświadczenia, którymi wzmacnia kręgosłup moralny. Wszechogarniająca duma nie pozwala jej zgiąć karku.
- To niedaleko, z pewnością nigdy tam nie byłaś. Spodoba ci się.
Kiedy to mówi, delikatnie unosi kąciki ust, a jej oczy zastygają w uśmiechu. Jest piękna. Ma czarne włosy, bladą cerę, krwistoczerwone usta. Mimo ogromnej pewności siebie wzbudza zaufanie. Wsiada na rower. Powoli odjeżdża, lecz w dalszym ciągu przeszywa mnie wzrokiem. Chcę ją poznać. Przyłączam się. Nie zwracam uwagi na drogę, całą uwagę skupiam na jej hipnotyzujących ruchach. Z nieopisaną gracją, wręcz bez namysłu podąża przed siebie. Dopiero nieznany głos wybija mnie z obserwacyjnego transu. Przypominam sobie, że nie jesteśmy same. Za mną pedałuje druga dziewczyna, pospolita blondynka.
- Nie chcesz wiedzieć, gdzie jedziemy? Byłaś wcześniej w tej okolicy?
- Zazwyczaj znam przynajmniej cel swojej podróży. Ale tym razem żądza niespodzianki jest silniejsza od ciekawości. Nawet nie wiem, czy chcę znać wasze imiona.
W gruncie rzeczy, jedyne czego pragnę to ryzyko. Odrobina adrenaliny i szybciej płynąca krew w żyłach. Oczekuję zaskoczenia, które otępi mój umysł choć na ułamek sekundy, by w tej krótkiej chwili zapomnieć... Chcę nowych doznań, nowych miejsc, nowych ludzi. Dziewczyny zjawiają się w najodpowiedniejszym momencie mojej otwartości. Jestem w stanie euforii, choć powoli zaczyna ogarniać mnie przerażenie. Jedziemy przez puste, wyboiste drogi, które zdają się nie kończyć. Dookoła piasek i kamienie. Zachód słońca sprawia, że wszystko ma złocistą poświatę. Zaniepokojenie miesza się z niecierpliwością. Czarnowłosa pochłonięta jest podróżą, zna tę trasę doskonale. Automatycznie omija wyrastające z drogi przeszkody. Zwalnia, kiedy zza hałdy wyłaniają się szerokie drzwi. W tym świetle są to tylko drzwi i nic więcej. Nie wiem dokąd prowadzą, ani czego są częścią. Zlewają się w jedną całość z czymś, co prawdopodobnie okaże się najzwyklejszą halą produkcyjną.
- Zabierz ze sobą wszystkie swoje rzeczy, rower schowasz w środku.
W tym duecie to niestety Blondynka była od gadania. Zależało mi, aby jeszcze raz usłyszeć głoś jej kompanki. Poczuć przeszywający brak zainteresowania połączony z chęcią dominacji. Brunetka jest uosobieniem wszelkich despotycznych ideałów. Kobieta magnes. Wzbudza zainteresowanie i przyciąga potencjalne ofiary. Karmi się tym.
Wchodzimy do środka. Bez efektownie próbuję sprowokować ją do słów, czy gestów. Schody prowadzą kilka kondygnacji niżej. Jestem głodna jej wyrafinowania. Wnętrze przypomina jaskinię. Przechodzimy przez kolejną i kolejną parę drzwi. Czuję jak Czarnowłosa przygniata moją osobowość niczym niedopałek papierosa. Osiągnęła cel. Zaciągnęła mnie w najdziwniejsze miejsce, jakie mogłam sobie wyobrazić, jednocześnie nie dając szans na kontakt, dla którego pokusiłam się na tę tajemniczą eskapadę. Ale może to jeszcze nastąpi. Po cichu liczę na to. Przekraczamy ostatnie drzwi, które zatrzaskują się z hukiem. Wkraczamy do labiryntu korytarzy. Wnętrze okazuje się zupełnym przeciwieństwem okolicy. Ciemne i ciasne, zarazem miejsce spotkań. Wydaje się, jakby wszyscy przesiadywali tylko tutaj. Główna dróżka jest pusta, aczkolwiek jej rozgałęzienia prowadzą do sal pełnych młodych ludzi. Czuję, że pasuję tutaj. Chłonę to miejsce. Chłonę tych ludzi. Mamy wiele wspólnego, choć jeszcze nie wiem co mnie z nimi łączy. Chęć poznawania? Wiek? A może charakter? Radość ustąpiła miejsce obawie. Od kilkunastu sekund czuję, że jestem na swoim miejscu. Odeszły problemy, kompleksy. Chłonę to miejsce całym ciałem. Wszystkie zmysły otwierają się na nowe położenie. Jedynie moje przewodniczki zdają się być niezainteresowane tym miejscem. Wydaje się jakby były na nie odporne. Przechodzą niezauważone, kompletnie przezroczyste. Jako jedyne nie okazują nieograniczonych pokładów szczęścia.
- Nasz brak egzaltacji nie jest bez przyczyny. Znamy to miejsce bardzo dobrze. Byłyśmy tu niejednokrotnie, a mogę nawet powiedzieć, że spędziłyśmy tu ładny kawałek naszego dorosłego życia.
Czarnowłosa odpowiedziała na pytanie, które wcale nie padło. Jej głos niesie się echem po całym korytarzu. Odbija się od ścian i trafia do mych uszu kilkakrotnie. Przeszywa mnie. Odczuwam dreszcze. Członki mego ciała zaczynają mrowić. Cała podróż wydaje się być jeszcze przyjemniejsza. Jestem lekka i podążam za dźwiękami. Korytarze są już puste, z oddali słychać muzykę, za którą chciałoby się pobiec. Moje przewodniczki już osiągnęły cel. Kompletnie nie interesuje mnie teraz nic poza Czarnowłosą i tym miejscem. Zwabiły mnie. Jestem cała na ich zawołanie.
Blondynka zwalnia kroku, odwraca się do mnie. Nic. Ani jednego słowa poza delikatnym, zwycięskim uśmiechem. Kolejny raz udało im się mnie omamić. Jesteśmy już u celu, w ohydnej jamie. W zasadzie nie wiem nawet kiedy weszłyśmy do środka. Kolejny punkt dla nich. Ogarniam ją wzrokiem. Jama to chyba najodpowiedniejsza nazwa dla tego miejsca. Ściany są szare i odrapane. Oświetlony jest tylko środek, na dodatek przez zdychającą, brudną żarówkę. Pulsujące, żółte światło jeszcze bardziej ukazuje marność tego miejsca i niszczące działanie czasu. Naprzeciwko mnie ogromne sterty kamieni. Za nimi dziura. To pewnie tylko cień, ale daje złudzenie ogromnego zbiornika. Do głowy zaczynają napływać mi już dziwne myśli.
Ciekawe dlaczego mnie tutaj przyprowadziły. Dlaczego nikt nie zwrócił na nas uwagi. Ciekawe ile ludzkich ciał zmieści się do tej dziury. Dlaczego nie przyłączymy się do reszty.
Boję się wypowiedzieć którekolwiek z nich. Natłok myśli przerywa ciepła ręka na moim ramieniu. Odwracam się, a wtedy przed moimi oczami pojawia się błyszczący przedmiot. Celują we mnie bronią. Obie. Powietrze zapiera dech w piersiach. Mam sztywne kończyny. Nie mogę nawet drgnąć. Język jakby zdrętwiał. Odpływam. Czuję się jak przed telewizorem. W ciągu sekundy jestem w stanie przerzucić tysiące kanałów wyłapując z programów tylko te odrzucające obrazy. Jednocześnie czuję się jakbym była po drugiej stronie ekranu, przecież zaraz zginę. Powinnam właśnie widzieć całe swoje szczęśliwe życie, prawda? Pierwszy pocałunek, złoty medal na zawodach, ukończenie szkoły, slajdy z podróży. Chyba tylko powinnam. Zamiast sielanki, ja łamię komuś rękę, kradnę, wlewam w siebie morze alkoholu i uprawiam seks z tym, z którym seksu nie powinnam uprawiać. Zimna lufa kończy projekcję błędów. Jedna na skroni, druga tuż przed czubkiem nosa. Budzę się z letargu. Ja zdążyłam złamać wszystkie przykazania, a one nie zmieniły wyrazu twarzy. Paw wyrafinowania podchodzi pod gardło. Ręka ani drgnie. Czarna rozchyla usta. Obserwuję jej dłonie, palce naciągają spust. Próbuję coś powiedzieć. Nieudolnie. Czuję się jak tchórz. Nie mam siły podjąć walki. Stać mnie tylko na to, żeby patrzeć jej głęboko w oczy. Ona opuszcza broń. Odwraca się i odchodzi. Zostaje Blondynka, jej lufa również znika.
- To tylko ostrzeżenie. Wrzuć wszystkie swoje rzeczy do dziury i zacznij od nowa.
Po tych zdaniach odwróciła się i odeszła. Zginęła w cieniu korytarzy. Biegnę za nią jak opętana. Nie wiem co się ze mną dzieje, nie panuję nad mięśniami. Każdy działa niezależnie od moich planów. Przecież wiem, że potrafię ją dogonić. Jednak kiedy udaje mi się ją dojrzeć, z sal wychodzą ludzie zapełniając każdą wolną przestrzeń. Nie znam drogi powrotnej. A oni? To wykolejeńcy. Teraz już wiem jak się tu znaleźli.


  • O konkursie KREATYWNI możecie poczytać tutaj.

 


Komentarze
  • Trzeba przyznac,ze tekst prezentuje sie calkiem niezle. Czekam na nastepne prace Autorki.

  • to w końcu dziewczyna ma czarne wlosy czy jest brunetka? :)